Moja pierwsza misja!
Facet mnie nie skreślił i pozwolił stać na studniówce. Musiałam tylko odrobić zaległe godziny i zostać do szóstej rano. Potem się okazało, że do tej godziny zostają wszyscy...
Ale od początku!
Tego dnia wszyscy po zajęciach poszliśmy do sekretariatu złożyć deklaracje na egzamin państwowy. Potem rozeszliśmy się do domów, ponieważ do studniówki zostało jeszcze dużo czasu. Stresowałam się, ale byłam też podekscytowana. Możecie mi wierzyć, że poza zmęczeniem i jednym, nieciekawym incydentem, było naprawdę super.
Na samym początku zostałam postawiona do pilnowania drzwi od biura i klatki schodowej, potem chodziłam sobie właściwie gdzie chciałam. Trzeba było pilnować dzieciaków by nie wchodziły na taras, nie paliły w toalecie i nie tłukły się między sobą. Była tylko jedna sytuacja gdy zanosiło się na bójkę, ale do niej nie doszło. Jakieś dziewczyny brały dopalacze...
Co gorsza, nasz szef okazał się kompletną dupą wołową, chociaż właściwie to nawet nie wiem jak to nazwać. Postał z nami około godziny, a potem się zabrał i pojechał do domu spać. Na imprezie było raptem trzech zawodowych ochroniarzy i nas ośmioro praktykantów. Wiadomo, darmowi pracownicy, ale gdyby coś się stało... Koleś miałby po dupie. Nie mogliśmy nawet tych dopalaczy zgłosić, bo nie było do kogo.
W dodatku, co było bardzo nieprofesjonalne ze strony moich znajomych, w pewnym momencie pojawił się alkohol i praktycznie każdy pił wódkę. Dobrze, że nic się nie stało i nikt się nie zorientował, bo byłoby jeszcze gorzej. Musiałam unikać wchodzenia do biura, ponieważ jeden z kolegów zarządzał kluczem i niemal non stop tam był i popijał z każdym. W połowie imprezy jednego trzeba było odwieźć do domu. Nie powiem, sama musiałam łyknąć, bo gotowi mnie byli zmusić, a przynajmniej takie sprawiali wrażenie, dlatego omijałam kanciapę szerokim łukiem, bo traktowałam to co robię poważnie, a na poważnie, nie powinno się pić w pracy. Nawet dzieciarnia na sali się tak nie nawaliła jak nasz kolega. Tylko jednemu z nas darowali picie - był kierowcą.
Poza tym to strasznie marzłam! Tak mi było zimno, że chodziłam w szaliku i rękawiczkach.
Około godziny drugiej zaczął mnie morzyć sen. Wcześniej raczej siedziałam i miałam na oku schody, ale wtedy zaczęłam łazić. Omal nie zasnęłam chodząc!! Pierwszy raz mi się to zdarzyło, że idąc zamknęły mi się oczy i przysnęłam na chwilę. Na szczęście przechodząc obok kuchni poprosiłam o butelkę coli i cukier momentalnie postawił mnie na nogi. Oczy miałam otwarte szeroko jak dwa spodki. Dzięki tej małej butelce wytrzymałam do rana bez popijania alkoholu i bez kaca potem. A potem, warto wspomnieć, mieliśmy zajęcia. Na ósmą. O ósmej się okazało, że zajęcia są odwołane i trzeba czekać do dwunastej na egzamin. Ja sobie te zajęcia z rana darowałam i normalnie wróciłam do domu i poszłam spać. Mój mąż też miał nockę, więc się zgraliśmy. A tamci rano jeszcze pili. Gdy okazało się, że zajęcia odwołane, jeszcze coś tam pochlali i po prostu odpadli. Facet darował sobie przeprowadzanie egzaminu jak ich zobaczył...
Teraz jestem zmęczona i chyba coś mnie bierze. Jutro z rana wybieram się do lekarza, ale najważniejsze, że mam wolne i odpocznę. Właśnie teraz moja szefowa nagle przypomniała sobie, że musi zabrać ode mnie klucz od studia i zamierza przyleźć jak będę siedziała u lekarza. Tak się "spinała" cały weekend...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz