No dzisiaj to już po prostu płaczę, że w moim mieście nie ma pracy dla normalnych, zdrowych osób!
Od pewnego dnia regularnie i niemal codziennie przeglądam oferty. Prawie wszędzie mile widziane są osoby z orzeczeniem o niepełnosprawności lub studenci. Wiadomo o co chodzi: o niższe składki. Zastanawiałam się już nad tym i chyba nie pójdę do matki i nie powiem jej, że mam do niej żal o to, że w dzieciństwie zapisała mnie na jakieś ćwiczenia, które naprostowały mi kręgosłup. Mogłabym dzisiaj dzięki temu wybierać w propozycjach!! No nie powiem jej.
A tymczasem swojej obecnej "pracy" mam coraz bardziej dosyć!
Sprzątaczka mnie dzisiaj wnerwiła konkretnie, drąc ryja podczas gdy ja rozmawiałam przez telefon z szefową. I macham tej idiotce ręką, żeby nie przeszkadzała, że zaraz zapytam, a ta jeszcze głośniej. Tak jakby, cholera jasna, sama nie mogła sobie do niej zadzwonić i zapytać. Czepiła się tych ulotek, jak rzep psiego ogona.
Szefowa też... myślałam, że jest bardziej rozgarnięta jak na osobę prowadzącą własny biznes, ale myliłam się i to grubo.
Jestem na stażu, uczę się, to i zadaję pytania jak czegoś nie wiem, a teraz się okazuje, że dla mnie to jest wszystko problem.
Niecałe dwa tygodnie temu zebrałam opierdziel. Zaczęło się w poniedziałek, gdy szefowa napomknęła coś o zrobieniu oferty. Powiedziałam, że spoko, mogę zrobić w domu, bo mam na czym, tylko niech mi wyśle co mam tam wsadzić. Ucieszyła się, ale oferty mi nie wysłała. Przypomniało jej się o tym w piątek chwilę po czternastej. Dała mi dwie godziny na zrobienie tego. A ja głupia, zamiast ją zapytać czy już tę ofertę ma napisaną, to od razu, że mogę się nie wyrobić, bo założyłam, że nie ma. Oczywiście założyłam słusznie, ale kilka ciepłych słów dostałam, mianowicie: sugestię, że powinnam się cieszyć, że mam pracę, że mogłam trafić gorzej, że dużo się ode mnie nie wymaga, że ciągle mam ze wszystkim problemy (wtf?) i że jestem dorosła, więc powinnam wiedzieć co mam robić i się "spiąć". Zaczęłam się zastanawiać czy się kiedykolwiek skarżyłam na coś innego niż niska temperatura, ale sobie niczego nie przypomniałam. Bo i niczego takiego nie było! Aż mi się zrobiło niemiło, a nerw mi skoczył jak zaczęła mi dawać siebie za przykład... Jak ja się cieszę, że to była rozmowa pisana, bo mogłam sobie parsknąć i zacząć kląć na czym świat stoi.
Ona i przykład...
Przypomniałam sobie od razu jak zapomniała o mnie pierwszego dnia pracy. Czekałam na nią ponad godzinę. Na drugi dzień zapomniała o klientce, czego się na odległość nie dało naprawić, ale nie przyznała, że to jej wina, tylko że "baba jest pojebana". W rzeczywistości kobieta była po prostu na tyle inteligentna, by nie płacić kilkuset złotych bez otrzymania paragonu, czy chociażby pieczątki. Potem nie odebrała mojej umowy z poczty, chociaż awizo przekazałam jej od razu. Wolała wpierw zrobić z siebie idiotkę i urządzić awanturę dzwoniąc do firmy, że jej niczego nie przysłali. Poszła na pocztę dopiero po tym, gdy zapytałam ją czy wie co to było za awizo (od tamtej pory wiem jak wygląda, gdy komuś "wydłuża się twarz"). Później nie mogłam się jej doprosić o podpisanie i podbicie umowy, ponieważ pieczątkę trzymała w domu. Ciągle o niej zapominała, aż mi było głupio się dopominać.
Na początku stycznia znów nie przyniosła pieczątki, a miałam czas do piątego, żeby to wszystko wysłać. W ostatniej jednak chwili okazało się, że będzie spotkanie z koordynatorem projektu i będzie można te umowy zostawić bez narażania się na koszty. Tylko co z tego, jak ja te umowy miałam w dalszym ciągu niepodbite i nie mogłam się o to doprosić? Ciągle chodziłam poddenerwowana i martwiłam się, że nie dostanę wypłaty w terminie. W dodatku jak już się Spinaczka zdecydowała "spiąć", to mi na jednej z umów nie dała pieczątki. Od razu obiecała, że pójdzie ze mną na to spotkanie, ale nie przyszła! Nawet nie raczyła mnie o tym poinformować, więc nie wiedziałam dlaczego. Cały weekend nie miałam z nią kontaktu, bo mnie miała ewidentnie w dupie i dopiero rano w poniedziałek, jak już jej wcześniej zapowiedziałam, że przyjdę do niej do pracy, napisała mi, że podbije mi tę umowę, ale żebym nie przychodziła, bo ona nie wie jak ma rozpisany grafik. Zadzwoniła później jak już sama byłam w pracy i powiedziała, że będzie o dwunastej, po czym pojawiła się grubo po trzynastej. Już miałam w dupie dlaczego nie przyszła w sobotę, musiałam jak najszybciej wysłać kilka dokumentów mailem przed zamknięciem biura, a potem całą resztę wysłać pocztą. Na koszt własny, rzecz jasna.
Tak więc jej pouczanie spłynęło po mnie jak woda po kaczce, prawie, bo jednak dawaniem takiego przykładu mnie wnerwiła. A potem znów udowodniła jak to się potrafi spiąć i zaczęła pisać ofertę i po jednym zdjęciu do mnie wysyłać... co jakieś 15 minut! Nie miałam więc dwóch godzin, nie miałam nawet godziny!
Gdy wychodziłam ze studia było prawie dwadzieścia po trzeciej, a 25 po trzeciej wysłała mi jeszcze jedno zdjęcie, którego już nie odebrałam. Wcześniej kilka minut czekałam aż mi odpisze czy to już wszystko. Wreszcie wyszłam, żeby przed tą szesnastą zdążyć i tyle co miałam, to zdążyłam zrobić, zdążyłam nawet wrócić. Resztę dodrukowałam na następny dzień.
No i dziś kolejny raz mnie wnerwiła. Chciała żeby jej coś zrobić i wydrukować i tak mi to inteligentnie tłumaczyła, że nie byłam w stanie zrozumieć o co jej w ogóle chodzi. Nasiała takiego zamętu i chaosu w mojej głowie, że ja tego ostatecznie nie zrobiłam. No i dostałam coś takiego:
"Jedno jest pewne, żeby coś potrafić i coś ogarnąć trzeba chcieć.
Ale może to dla mnie normalne i 80% ludzi, bo pracuje od 21 roku życia"
Moja koleżanka od razu stwierdziła, że zostałam w tym momencie obrażona. Wierzę jej, bo od razu po przeczytaniu tego tak się właśnie poczułam.
No ja nie pracuję od 21 roku życia, w wieku 21 lat byłam na studiach i trudno mi było znaleźć później pracę. Tym bardziej jest mi przykro, że ktoś kto pracę ma (i w dodatku nikt nie wie jak ją tak naprawdę zdobył), wygłasza teksty, jakby chciał obwinić kogoś, że mu się w życiu nie powiodło. Naprawdę łatwo jest obrażać i poniżać kogoś, kto ma gorzej i nie może się specjalnie przed tym bronić. Ona wie, że ja sobie tak po prostu nie mogę zrezygnować z tego stażu i muszę ją znosić jakakolwiek by dla mnie nie była. Ale straciła w moich oczach i to bardzo dużo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz