Z okazji Dnia Dziecka, tyściowa zabrała nas wczoraj do restauracji na obiad...
...oczywiście nie obyło się bez, typowego dla niej, braku myślenia i niewyparzonej gęby. Niedawna sytuacja z koleżanką najwyraźniej niczego jej nie nauczyła...
O tym, że pójdziemy na obiad wiedzieliśmy już w czwartek, ale dopiero na niecałą godzinę przed spotkaniem wymyśliła sobie zaprosić do tego moją mamę. Nie, żebym miała coś przeciwko, ale trochę lipa zapraszać kogoś tak w ostatniej chwili. Zaskoczyła mnie również moja mama, która na co dzień nigdzie daleko nie chodzi, bo twierdzi, że nie widzi i boi się, że się zgubi, to na ten obiad bardzo ochoczo przyleciała... To już przynajmniej wiem, że nieco użala się nad sobą i odejmuje tego wzroku. Wcale nie jest z nią tak źle.
Podczas obiadu było miło, chociaż tyściowa najadła się przed wyjściem i połowę swojej porcji zostawiła. Nie wiem, co to za durny zwyczaj? Wiesz, na którą idziesz, wiesz, że na obiad, a pomimo to przed wyjściem wpierniczasz. Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Swoją drogą do nas też się kiedyś wpraszała. Oznajmiała, że tego i tego dnia przyjdzie do nas na obiad i albo się nie zjawiała (oczywiście nie informując o tym aż do godziny spotkania i to trzeba było do niej samemu zadzwonić!), albo przychodziła najedzona i krzyczała od drzwi, żeby jej nic nie dawać, bo już jadła.
Ale to już jej sprawa, co ona tam sobie robi z tymi swoimi pieniędzmi. Dostała emerycką trzynastą pensję, to szaleje.
Potem wpadła na pomysł, że i ją i moją mamę mamy odprowadzić. Wcale nam się to nie uśmiechało, ale i tak Mąż musiał kupić sznurówki, a niedaleko mojej mamy jest sklep, więc poszliśmy.
Najgorzej było jak odprowadzaliśmy tyściową. Ona się wprost niemiłosiernie wlecze! Moja mama to śmiga jak jej zależy i to na obcasach, a ta się toczy jak walec pod górę i to bez względu na to czy to rzeczywiście jest pod górę, po płaskim czy z góry. Jeszcze sobie wymyśliła iść naokoło, bo w jej bloku jakieś wesele i ona nie chce przeszkadzać... No akurat od tej strony zaszliśmy co jest parking, a więc i samochód młodych. Nie wiem, ona chyba myślała, że oni na piechotę do kościoła będą szli, albo co...
Ale najciekawsze było zaraz po tym jak wyszliśmy z restauracji...
Postanowiłam wstąpić do kolektury i puścić totka. Znam tempo chodzenia tyściowej, więc wiem, że jakbym wracała, to już bym nie zdążyła tego zrobić. Nawet sobie nie wyobrażacie jaka ona była tym oburzona. Cyrk na całą ulicę, bo skąd my mamy pieniądze, żeby kupony puszczać codziennie? Że to nałóg! Już myślałam, że zaraz za mną polezie i mnie za fraki z totolota wyciągnie.
Na jakiej podstawie wysnuła, że puszczam kupony codziennie to nie wiem. Mój Mąż jej powiedział, że puszczam raz na jakiś czas, to od razu stwierdziła, że od jednego się zaczyna, a potem, że to już choroba, bo nie można przestać. Tak w ogóle to najlepiej nie grać, bo jak się wygra to też można oszaleć. No tak się darła, że ją chyba wszyscy po drugiej stronie ulicy słyszeli. W kolekturze też ją było słychać. Tak się złożyło, że drzwi były otwarte i usłyszała ją jakaś kobieta, która stała koło mnie i od razu z grubej rury w moim kierunku: no jak mnie wkurwiają tacy ludzie! Co to kogo obchodzi, kto na co swoje pieniądze wydaje? To już sobie kuponu puścić nie można? Ona sama jest jakaś chora i to na głowę...
Mówiła to głośno, więc tak do niej zagadałam, żeby trochę ciszej, bo to moja tyściowa, a ta na to: to wróg! Takich trzeba tępić!
Tak więc dzień udany. Było miło, śmiesznie, a na sam koniec (już tylko we dwoje) poszliśmy na lody włoskie o smaku arbuzowym... ;-)
Trochę słabo z takim najedzonym gościem ;)
OdpowiedzUsuńSłabo, szczególnie jak ktoś się wprasza, ale znaleźliśmy rozwiązanie bardzo szybko. Następnym razem po prostu przypomnieliśmy, że umawialiśmy się na obiad i specjalnie gotowaliśmy i nie będziemy wyrzucać, ewentualnie spakujemy i damy do domu. Z miną cierpiętnicy, ale zjadła. Teraz jak się wprasza, to co najwyżej na kawę... ;-)
Usuńja to zawsze w gości głodna chodzę żeby potem wpier" xd
OdpowiedzUsuńJa zazwyczaj jak idę tylko w odwiedziny to nie, ale jak wiem, że będzie obiad to już w domu nie jem ;)
Usuń