Taka jestem zmęczona, że nawet nie wiem jakim mamy dzień tygodnia...
W robocie nie ma kto pracować, bez przerwy się ktoś zwalnia. Z dnia na dzień dwie osoby z naszej zmiany uciekły. Szefostwo się dowiedziało przypadkiem, że się będą zwalniać, bo któreś z nich się wygadało i plotka się rozeszła. Nie ma komu robić, więc już drugi dzień jestem na produkcji i jestem skonana! Raz na jakiś czas mogę tam pójść, ale regularnie to podziękuję. Właśnie szukam nowej pracy, ponieważ w tej fizycznie nie wytrzymam. Dzisiaj rano ledwie wlazłam po schodach. Plecy przestały mnie już boleć jak się przespałam, ale są sztywne i nie bardzo mogę się zgiąć (a to i tak dzięki maści). Nie mówiąc już o trudnościach we wchodzeniu po schodach, popuchniętych nogach, kręceniu w kościach i ogólnym zmęczeniu. Czuję się normalnie jakbym miała kaca, tylko mnie głowa nie boli, ale reszta jest dokładnie taka sama. Całą noc piłam wodę, a i tak spuchłam, że nie mogę teraz nawet pierścionków na palce powkładać. Serio, nie daję sobie więcej jak trzy miesiące okresu próbnego. Właściwie to już dwa.
Ale jest jedna osoba, która chciałaby pracować... Ponoć I. jest chętna do pracy, ale żadna zmiana jej nie chce, bo I. jest zbyt konfliktowa i drze ryja o byle co. Ostatnio była jakaś awantura z jej udziałem (znowu). Poszło oczywiście o jakieś gówno, to jeszcze w poniedziałek słyszałam jak wypominała sytuację koleżance, a gdy ta się odezwała to od razu zarzuciła jej, że się czepia. Nie ma to jak samemu zacząć jakiś temat, a potem obwinić kogoś, że to on zaczął... W ogóle to się zdziwiłam, że była w poniedziałek w pracy, skoro w piątek się z niej zwolniła... Ponoć spóźniła się na autobus i nie pojechała na truskawki. We wtorek już nie wiem co wymyśliła, ale chodzi plotka, że chce zostać. Nie wiem, co jej się tutaj tak podoba, jak niemal z każdym ma na pieńku. Jakaś jej kuzynka ponoć u nas pracuje i też nie chce mieć z nią nic wspólnego.
Z dobrych wieści: doradca pracy z projektu (tak, to się jeszcze ciągnie), bez przerwy wymyśla sobie jakieś dokumenty do podpisywania. Ostatnio miałam tego dość i stwierdziłam, że nie idę. Chciałam być miła, bo im zależy na tym by uczestnicy znaleźli zatrudnienie, ale wkurza mnie to ciągłe latanie i podpisywanie jakichś papierów. Ja do miasta mam kawałek i jeśli nie mam tam niczego do załatwienia, to mi się to po prostu nie opłaca. Jakiś czas temu byłam w bibliotece i zaszłam przy okazji, bo babka stwierdziła, że jest codziennie, ale jej nie było. Doszłam do wniosku, że nie będę czekać i tak samo będę miała wywalone na tę firmę jak oni na mnie ze zwrotem za dojazdy.
No i nie uwierzycie, ale kilka dni później na moim koncie pojawiła się kasa za dojazdy... Byłam w szoku. Zupełnie nie spodziewałam się tych pieniędzy, bo miałam ich nie dostać z powodu złego adresu. Oczywiście zdania nie zmieniłam. Jestem zbyt zmęczona i nie mam interesu na mieście, żeby latać i coś podpisywać. Staż już skończyłam, współpracę z tą firmą również.
à propos...
Od dłuższego czasu nie zaglądałam na swojego instagrama. Zalogowałam się i na dzień dobry zaatakowało mnie zdjęcie Blondzi... W tym momencie uświadomiłam sobie, że wieki temu musiałam ją zaobserwować. Straszne. Zerknęłam sobie, co ona tam ma na tym swoim profilu i okazuje się, że jest to jedno z tych kont, gdzie wszystkie zdjęcia robione są na jedno kopyto: fotka z rąsi, mina ta sama na wszystkich kilkudziesięciu zdjęciach, fryzura ta sama, makijaż ten sam, tylko ubranie od czasu do czasu się zmienia i tło. Jedno zdjęcie mnie jednak zainteresowało. To zrobione w studiu. Miło było zajrzeć i zobaczyć ten burdel. Tak jak się spodziewałam, sprzęt leży rozpierdzielony, bo Blondzia składać nie umie, a Piekielnicy się nie chce. Ha, ha. Idąc tym tropem, pewnie reszta też jest dokładnie taka sama. Tylko współczuć klientkom.
jeju współczuje tego zapierd... zwłaszcza jak to kosztem zdrowia się odbija...
OdpowiedzUsuńU nas większość osób pracujących długo na produkcji ma siniaki na nogach i rękach. Mówi się, że to normalne, bo wszyscy to mają, ale to normalne nie jest, bo siniaki nie powstają od uderzeń tylko robią się same...
Usuńmiałam całe nogi w siniorach jak pracowałam w sklepie z butami. Moje nogi nie nadawały się na krótkie spodenki... wyglądałam jakbym z jakimś patolem się biła:D
UsuńNo u mnie aż tak to nie jest, ale chudnę chociaż dużo jem i nie mam okresu... Będę musiała do lekarza iść jak się to powtórzy, bo mogę mieć anemię. Aczkolwiek mam nadzieję, że jednak nie mam i samo przejdzie
UsuńWspółczuję. W takich warunkach ciężko nawet złapać oddech.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że po paru dniach sytuacja się nieco uspokoiła.
Oby.
Pozdrawiam ciepło i życzę siły!