Dziś miałam dobry dzień, chociaż nie zapowiadał się na udany...
Zaczęło się już wczoraj. Miałyśmy iść na rozmowę z szefem o pracę. Poszłam na pierwszy ogień, bo co mi tam. Jak będę się nad tym zbyt długo zastanawiać, to się zestresuję niepotrzebnie. Dziewczyny w tym czasie zostały na hali i zaczęły obmyślać co mają powiedzieć...
Poszłam na górę, szefa nie zastałam. Okazało się, że był na dole. Akurat jak wracałam na halę to wezwał nas wszystkie, bo mu się nie zgadzały statystki. Wcześniej sprawdzałyśmy saszetki z przecierami dla dzieci i okazało się, że odpadu jest więcej na papierze niż w rzeczywistości. Dwie dziewczyny od razu z gębą wyskoczyły. Nie wiem po co. Jeszcze ich nie zatrudnił, a one już z pazurami. Kurde, nawet ja wiem, że jak cię nie pytają, to znaczy, że mają to gdzieś (bo albo już to wiedzą, albo nie chcą wiedzieć). Wyobrażam sobie, co by to było jakby nas opierdzielał...
A dziś jedna koleżanka wystawiła nas do wiatru. Miała przyjść do pracy i nie przyszła. Byłyśmy we dwie. Potem się okazało, że to nawet dobrze, bo sobie mogłyśmy w spokoju popracować i porobić to, czego nie mogłyśmy na tygodniu.
Jutro mam wolne i żadnymi pieniędzmi nikt mnie nie skusi na wyjście z domu. Niby pracuję rękami, a bolą mnie nogi. Jestem strasznie zmęczona.
W poniedziałek idę normalnie do pracy.
a to ta rozmowa z szefem by miała być żebyś dostała na stałe pracę?
OdpowiedzUsuńDokładnie to na okres próbny, ale z czasem na stałe ;)
Usuń