Opowieść na dziś pełna przygód i emocji. Jestem zmęczona, a w mojej głowie panuje chaos...
Właśnie przed chwilą padłam! I to dosłownie, bo jestem tak zmęczona, jakbym wchodziła na jakąś górę albo coś.
Wczoraj wieczorem rozmawiałam z koleżanką, z resztą pisałam Wam, że idę w jeszcze jedno miejsce zanieść swoje cv. Znalazłam sobie drogę do tego zakładu pracy u wujka Google, ale koleżanka mi powiedziała, że tamtędy się do zakładu nie dostanę, bo tej drogi już nie ma. Wyjaśniła mi na jaką ulicę mam się dostać, w pobliże jakiego budynku, gdzie i w którą stronę mam skręcić i dokąd dalej iść. Oczywiście najlepiej rano, żeby zastać kierownika i z nim osobiście porozmawiać.
Dziś rano obudził mnie telefon. Dzwonił gościu z ochrony i zaproponował mi wyjazd do miasta obok i podpisanie umowy o pracę. Powiem szczerze, że akurat średnio mi się już chciało tam do pracy. Wyobraziłam sobie jak się szarpię z jakimś gówniarzem i doszłam do wniosku, że jednak lepiej mi będzie gdzie indziej. Powiedziałam, że dzisiaj nie mogę i wstępnie umówiłam się na poniedziałek, ale na żadną konkretną godzinę. Dałam jeszcze cynk u mnie w szkole, że praca w ochronie i niech idą.
A ja tymczasem wybrałam się na poszukiwanie zakładu, który poleciła mi koleżanka. Od razu mi zaznaczyła, że praca wstępnie na miesiąc, ale mi i to pasuje, bo przedłuży to o miesiąc szukanie ewentualnie innej pracy. Kto wie, może jakieś ciekawsze ogłoszenie się jeszcze pojawi?
Dobra. Wyszłam z domu i udałam się według wskazówek koleżanki. Doszłam do budynku będącego według tłumaczenia punktem orientacyjnym i zaczęłam szukać drogi w prawo... Kuźwa, prawie z miasta wyszłam, a żadnej drogi w prawo nie znalazłam! Zawróciłam i poszłam pierwszą w lewo (oczywiście od tej co szłam, od miasta to była droga w prawo, ale przed budynkiem, a nie za nim). To oczywiście też nie była ta droga. Dotarłam do jakiegoś zakładu i zapytałam w bramie o interesującą mnie ulicę. Ochroniarz wskazał mi najkrótszą drogę, wzdłuż nieczynnych torów i przez jakieś krzaki. Przeszłam kawałek i się rozmyśliłam. Wydostałam się z tego zadupia i przeszłam do drogi głównej (nie tej z której zaczynałam poszukiwania drogi w prawo). Z początku w ogóle chciałam wracać do domu, ale znów przed oczami pojawiła mi się akcja z szarpiącym się gówniarzem i postanowiłam się nie poddawać. Stwierdziłam, że skoro nie potrafię się zgubić w lesie, to i w mieście się nie zgubię (w końcu w liceum sorka z geografii dziwiła się czemu nie zdaję matury z jej przedmiotu), ale zaznaczyłam, że jak tam trafię i mnie nie przyjmą, to wysadzę ich budynek w powietrze, a moją koleżankę uduszę gołymi rękami.
Postanowiłam iść według wskazówek wujcia Google. Zapamiętałam sobie, że wystarczy mi jakakolwiek ulica w bok, żebym przeszła na Hutniczą. I znalazłam. Udeptana, ubita, pomiędzy domami, ale była i doszłam nią na Hutniczą! Jupi!! A potem zaczęłam szukać tego zakładu... Nic nie było podpisane, bo zaszłam od dupy strony, ale na budynku po drugiej stronie był numer więc domyśliłam się, że dobrze trafiłam. Jeszcze zapytałam jakiegoś gościa o drogę pod tym zakładem, no i mnie nakierował na sekretariat. W sekretariacie bardzo miła pani od razu zadzwoniła do kierownika. Niestety nie miał dla mnie czasu, ale sekretarka załatwiła wszystko za niego. I wyobraźcie sobie, że mają do mnie dzisiaj zadzwonić i powiedzieć mi na którą mam jutro przyjść do pracy!!
Reszta się zgadza z tym, co mi powiedziała koleżanka, że to praca na miesiąc, ale nie jest na sto procent powiedziane, że jednak mnie nie zatrudnią. Sprawdzą czy się nadaję i po miesiącu będzie rozmowa z kierownikiem i dopiero wtedy się wszystkiego dowiem. Jeszcze nie zdążyłam z tego powodu zwariować, bo jestem zmachana jak koń po westernie. Co ja się nałaziłam! Ale nogi mnie nie bolą, tylko plecy...
Przy okazji dowiedziałam się, że droga, która rzekomo według mojej koleżanki nie istnieje, to jednak jest i funkcjonuje normalnie, bo tą drogą wróciłam do domu. Przed niechybną śmiercią z rąk moich ratuje ją tylko to, że dała mi cynk i w dodatku kazali mi przyjść, więc może coś z tego będzie. Wezmę też pod uwagę to, że jest blondynką... eh, czyli będę musiała oddać jej te cztery dychy co kiedyś pożyczyłam... życie!
Miłego dnia i miłego weekendu kochani! ;-)
Przypomniała mi się taka, takie sytuacje z roboty:
OdpowiedzUsuńNasz alarm w sklepie działa jak cała reszta, więc zdarza mu się włączyć czasami z dupy i zawiadomić agencję. Po magicznym pół godziny przyjeżdża Wiesiek Ochroniarz. Pomijam, że w pół godziny to ze sklepu nic by nie zostało, ale sam Wiesiek jest w gorszej sytuacji fizycznej ode mnie. A ostatnio to nawet nie wszedł do sklepu spytać czy coś się stało, tylko zapalił przed sklepem i odjechał XD
Także tak, jeżeli chodzi o pracę w ochronie.
Tam gdzie ja miałam pracować, to już jakiś dziadek był... A ten koleś co nas w konia robił na praktykach to już też jakichś dziadków pozatrudniał do pilnowania placu budowy. W nocy nie ma oświetlenia... Obecnie praca w ochronie to leży i kwiczy
Usuńja pamiętam jak szukałam pracy i miałam iść na jakieś totalne zadupie, rozmowa na moderatora serwisu. Brzmiało spoko:D Więc idę:) ale bez pomocy wujka googla nie dało rady:D i tak idę i idę dochodzę do jakiegoś budynku wyglądającego jak totalna speluna. Pytam się gościa kręcącego się obok gdzie tu urzęduje pani taka i taka. Gościu zerknął na mnie z zainteresowaniem od stóp do głów i mówi " ooo nowa dziewczynka przyszła". ja na to wtf i idę dalej. Wchodzę do budynku a tam... ekhm burdel internetowy:D miałam być moderatorem serwisu erotycznego hahahaahahahah
OdpowiedzUsuńO mamciu! To dopiero przygoda ;-)
UsuńAle czasami dają tak ogłoszenia, że nawet nie wiadomo o co chodzi i na czym polega praca. Ja wczoraj też błądziłam, bo dostałam drugi adres i okazało się, że pod numerem 41 jest cała masa budynków, a do tego co trzeba, to nie wiadomo jak trafić. Nawet miejscowi nie wiedzieli xD