W sumie to dzisiaj byłam po raz ostatni w pracy, a nie w piątek, ponieważ w piątek nie dostałam swojej opinii. Teraz już wiem dlaczego...
DOSTAŁAM NEGATYWNĄ OPINIĘ!
Przeglądałam dokumenty już w domu i dowiedziałam się, że na stażu nic nie robiłam, nie współpracowałam z nikim i ogólnie wszystko olewałam. Taka byłam zła i leniwa według Piekielnicy. Tak ją wkurwiło moje zwolnienie z pracy na tydzień. Nie wiem czy ta opinia będzie miała jakiś wpływ na moje przyszłe zatrudnienie, aczkolwiek na pewno nie będę mogła się zatrudnić już w żadnym biurze, bo tam mogliby o moją opinię poprosić. Co będzie z innymi zawodami to się okaże...
Niemniej ja też mam możliwość wyrażenia opinii o moim byłym pracodawcy i nie zamierzam słodzić. Ja jestem na co dzień naprawdę bardzo spokojnym człowiekiem, ale to nie oznacza, że nie potrafię się odwzajemnić. Jeszcze w piątek latałam jak durna po całym mieście i załatwiałam sprawy tej kretynki. A nie wspomnę ile razy załatwiałam coś poza godzinami pracy. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek odmówiła zrobienia czegoś - za wyjątkiem tego wyjścia na mróz z ulotkami - a nie popisałam się tylko z tym zdjęciem, czego ona sama nie potrafiła mi normalnie wytłumaczyć.
Notatkę, o którą mnie prosiła, zrobiłam, ale jak zwykle i jak niemal wszystko gdzieś wpierdoliła. Niejednokrotnie drukowałam jej dokumenty po kilka razy tylko dlatego, że je gdzieś wsadziła. Nawet mi się oberwało, że nie umiem czegoś znaleźć, a tego po prostu NIE BYŁO. O moich dokumentach, które miała podpisać i podbić, już nie wspomnę. Pewnie założyła ten swój biznes tylko po to, by jej samej nikt negatywnej opinii nie wystawił. Udało jej się uniknąć skargi sanepidu, ale powinna ją była dostać. Zarówno dzisiaj jak i w piątek w dalszym ciągu nie kupiła tych jednorazowych podkładów na stół do masażu i klientki leżą na zwykłych ręcznikach. Dzisiaj nie wiem jak, ale przez cały mój staż były to ręczniki wielokrotnego użytku i niezmieniane każdorazowo po zabiegu. Będzie miała problem jak ktoś w końcu złapie u niej jakiegoś syfa.
Niemniej ja z tą raszplą już skończyłam. Nie chcę mieć z nią więcej nic wspólnego i niech nawet do mnie nie dzwoni, jak się okaże, że nie wszystkie dokumenty mi dała - co jest wysoce prawdopodobne. Współczuję tym, którzy będą dla niej w przyszłości pracować.
Właśnie koleżanka mnie pocieszyła.
Powiedziała, że była na kilku stażach i nigdy opinii pokazywać nie musiała ;-)
Brak słów przez takie niekompetentne osoby możemy mieć nieźle nabazgrane! Mam nadzieję że opinia nie będzie potrzebna przyszłemu pracodawcy a tamtej kobiecie się oberwie, karma wraca! ;)
OdpowiedzUsuńZ tego co wiem, raczej nikt teraz o opinie nie pyta ;)
UsuńI tak, karma wraca ;)
aż się ciśnie na usta kilka słów niekulturalnych dla tego babsztyla...
OdpowiedzUsuńGwarantuję, że nie wzięłaby tego do siebie...
Usuńpewnie tak by było... no ale cóż teraz pora na nową lepszą prackę;)
UsuńNie wiem czy lepszą, ale nową na pewno. I mam nadzieję, że przede wszystkim z milszymi ludźmi ;)
UsuńEhhh opinie nigdzie nie są potrzebne! Głowa do góry :)
OdpowiedzUsuńSłyszałam już o tym i czytałam. Przestałam się martwić ;)
UsuńPrzyznam szczerze, że byłam raz na ,,castingu" do biura na staż skierowana z urzędu pracy. Poszłam i zastałam inne 23 dziewczyny na miejscu, których cv było naprawdę bogate, a ja dopiero startowałam, więc wiedziałam od razu, że nie mam już szans. Nasłuchałam się na tym korytarzu od dziewczyn strasznych rzeczy o tych stażach, jak to były traktowane za psie pieniądze , a ciężko pracując. Oczywiście stażu tam nie dostałam (okazało się, że była podstawiona osoba - bratanica szefa), ale wyszło mi to na dobre. Olałam urząd i zaczęłam szukać normalnej pracy za minimalną pensję, ale zawsze to lepiej niż stażowe. Szukałam bez przekonania, bo kto by mnie przyjął bez doświadczenia, byłam na kilku rozmowach, a potem okazało się, że szybko dostałam pracę, pokonując 48 osób, które startowało razem ze mną. Do tej pory w to nie wierzę, ale pracuję już rok. Momentami jest ciężko, ale inne miłe momenty mi wynagradzają nerwy. A największą mam z tego wszystkiego satysfakcję, szczególnie przed tymi, którzy mówili bez doświadczenia i stażu nigdzie Cię nie przyjmą :) Guzik prawda ;)
OdpowiedzUsuńWarto żyć dla takich momentów, dla tej satysfakcji z osiągnięcia celu, nawet jeśli wydaje się, na pierwszy rzut oka, że nie jest to nic wielkiego. Nie wiem tylko jak długo będę się tego trzymać...
UsuńDziękuję za to, że podzieliłaś się ze mną swoją historią ;) Pozdrawiam! ;)
Kurcze nie spotkałam się jeszcze z czymś takim. Jaki miała cel w tym żeby tak Ci zaszkodzić? Dobrze, że tej opinii nie trzeba nigdzie pokazywać ;)
OdpowiedzUsuńMnie nikt nigdy o opinię że stażu nie pytal. Co najwyżej, żeby opowiedzieć co tam robiłam.
OdpowiedzUsuń