A dziś trochę prywaty...
Jakiś tydzień temu byliśmy u tyściowej. Żadne z nas nie lubi do niej chodzić, ponieważ ma ona bardzo destrukcyjny wpływ na nasz związek i dobre samopoczucie ogółem. Wychodząc od niej zawsze się kłóciliśmy i to o byle co. Któregoś razu zaczęłam się zastanawiać czy się w ogóle nie wyprowadzić od Męża, bo powiedzieliśmy sobie tyle niemiłych rzeczy, że miałam tego serdecznie dość. Kryzys w naszym małżeństwie już przeżywaliśmy i z jego skutkami borykamy się do dziś. Tyściowa nie pomaga. W tamtym czasie mogliśmy co prawda liczyć na jej pomoc finansową, jednak co się przy tym nasłuchaliśmy! Wolałabym już dziś do tego nie wracać.
Niestety tak się nie da.
Każda nasza wizyta przypomina koncert: najpierw kilka nowości, a potem stare hity. Tyściowa jest w stanie normalnie i o zwykłych rzeczach rozmawiać przez maksymalnie 40 minut, a potem zaczyna jej się nudzić i wyciąga jakieś brudy z przeszłości. W niektórych sytuacjach nie trzeba nawet tyle czekać. W zeszłym tygodniu zrobiła nam awanturę pod tytułem "muszę oczyścić atmosferę". Ciekawe, bo nigdy nie używa takich określeń tylko po prostu zaczyna jątrzyć. Do mojego Męża miała pretensje, że za rzadko ją odwiedza, potem przeszła na temat, że nigdy nie ma nas w domu, a następnie oberwało się mnie, za to, że nie chciałam by miała mój numer i aby do mnie dzwoniła.
Ani ja ani Mąż się nie tłumaczyliśmy. Z resztą gadając do nas patrzyła w telewizor, więc tylko na siebie spojrzeliśmy i spłynęło to po nas jak woda po kaczce. Po raz pierwszy nie kłóciliśmy się o nic, bo po prostu doszliśmy do wniosku, że jakkolwiek to zrozumiała, to cel został osiągnięty i wreszcie da nam spokój. Nas już naprawdę przestało obchodzić, czy do niej dotarło. Kiedyś człowiek się denerwował, czy czegoś nie tak nie powiedział, czy ona źle nie zrozumie i żeby potem nie było pretensji. A teraz? Ona w każdej rozmowie jest w stanie odszukać drugie dno i jeszcze wmawiać, że tak właśnie się jej powiedziało. Tak więc nie ma sensu przejmować się tym, że ktoś jest głupi, albo po prostu robi to celowo. Szkoda życia na nerwy!
Ciekawiło mnie tylko na jak długo da nam spokój i właśnie dziś otrzymałam odpowiedź. Odezwała się na fb i zaprosiła nas na obiad. Odmówiliśmy, ponieważ dzisiaj mamy na noc i (tego jej już oczywiście nie napisaliśmy), nie mamy ochoty źle się nastrajać do pracy wizytą u niej. Napisaliśmy, że dzisiaj nie, wolelibyśmy odpocząć przed nocą, ale jutro możemy przyjść. Jej nie uznająca sprzeciwu odpowiedź: w takim razie czekam na was dzisiaj. Także tydzień wytrzymała w tych swoich groźbach, że nas więcej zapraszać do siebie nie będzie i zobaczy jak długo będzie musiała czekać aż sami przyjdziemy.
I znów wyłazi z niej despotka.
Oczywiście się do niej nie wybieramy. Żadne z nas naprawdę nie ma ochoty źle się nastrajać na wieczór, a ona na pewno poruszyłaby jakiś niewygodny temat.
Ani ja ani Mąż się nie tłumaczyliśmy. Z resztą gadając do nas patrzyła w telewizor, więc tylko na siebie spojrzeliśmy i spłynęło to po nas jak woda po kaczce. Po raz pierwszy nie kłóciliśmy się o nic, bo po prostu doszliśmy do wniosku, że jakkolwiek to zrozumiała, to cel został osiągnięty i wreszcie da nam spokój. Nas już naprawdę przestało obchodzić, czy do niej dotarło. Kiedyś człowiek się denerwował, czy czegoś nie tak nie powiedział, czy ona źle nie zrozumie i żeby potem nie było pretensji. A teraz? Ona w każdej rozmowie jest w stanie odszukać drugie dno i jeszcze wmawiać, że tak właśnie się jej powiedziało. Tak więc nie ma sensu przejmować się tym, że ktoś jest głupi, albo po prostu robi to celowo. Szkoda życia na nerwy!
Ciekawiło mnie tylko na jak długo da nam spokój i właśnie dziś otrzymałam odpowiedź. Odezwała się na fb i zaprosiła nas na obiad. Odmówiliśmy, ponieważ dzisiaj mamy na noc i (tego jej już oczywiście nie napisaliśmy), nie mamy ochoty źle się nastrajać do pracy wizytą u niej. Napisaliśmy, że dzisiaj nie, wolelibyśmy odpocząć przed nocą, ale jutro możemy przyjść. Jej nie uznająca sprzeciwu odpowiedź: w takim razie czekam na was dzisiaj. Także tydzień wytrzymała w tych swoich groźbach, że nas więcej zapraszać do siebie nie będzie i zobaczy jak długo będzie musiała czekać aż sami przyjdziemy.
I znów wyłazi z niej despotka.
Oczywiście się do niej nie wybieramy. Żadne z nas naprawdę nie ma ochoty źle się nastrajać na wieczór, a ona na pewno poruszyłaby jakiś niewygodny temat.
Macie trochę przechlapane z twoją teściową ;)
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa jak zareagowała na to, że jednak się nie zjawiliście u niej ;)
Na razie jakoś nic nie pisała...
Usuńo masakra, najgorsze, że przez teściową się kłóciliście... zamiast wsparcia zgrzyty brrrr
OdpowiedzUsuńdobrej niedzieli:)
OdpowiedzUsuń