Jakoś tak nie lubię lutego...
Jakiś czas temu nasza koleżanka zwolniła się z pracy. Nie starała się i po prostu dostała opieprz od brygadzistki. Wpierw wzięła sobie wolne, a zaraz potem zadzwoniła, że się zwalnia. Mnie osobiście trochę wkurzała. Czasami trzeba ją było prosić, żeby coś zrobiła, a ona i tak potrafiła zrobić to na odczepnego. Potem trzeba było po niej poprawiać. W dodatku ktoś zawsze musiał ją kontrolować, bo potrafiła czegoś w ogóle nie zrobić. Po niej zwolniła się szafka, ale kluczy nie oddała. Postanowiła sobie zrobić to po naszej zmianie, żeby się na nikogo przypadkiem z nas nie natknąć. Chętnie bym sobie tą szafkę przygarnęła dla siebie, bo obecną muszę dzielić aż z dwiema osobami. Nie jest łatwo, ciągle większość rzeczy, takich jak na przykład ubrania na zmianę, muszę targać za każdym razem ze sobą.
Tak więc poprosiłam koleżankę z ósemek o to, by zapytała o ten klucz do szafki i powiedziała, że ja go chcę, bo się okazało, że nie jestem jedyna w kolejce do niej. No i oczywiście nie zapytała, jutro pewnie szafka będzie już zajęta. O co jej nie poproszę, to równie dobrze mogę sobie od razu sama zrobić. A żeby było ciekawie, to właśnie między innymi z nią kiszę się w tej szafce i już mam dość bajzlu, który tam robi. Trzy pary spodni są jej, dwie koszulki, trzy pary butów i mnóstwo zużytych czepków. Jakby nie mogła ich po prostu do śmietnika wywalić. Ja tam już niczego nie mogę upchnąć. W sumie to stoi tam tylko mój kubek.
Miło by było, gdybym jednak dostała tę szafkę...
Chciałam sobie dzisiaj pofarbować włosy henną, ale NIGDZIE w moim mieście nie można kupić foliowych czepków. W dodatku sklep z akcesoriami do włosów, który co roku wysyła mi życzenia na fb i zaprasza do siebie na zakupy - nie istnieje. Nie mam pojęcia jak to możliwe. Łaziłam po całym deptaku i go nie znalazłam. Pod podanym adresem jest zupełnie jakiś inny sklep.
Będąc na zakupach w Kauflandzie spotkałam Blondzię. Dalej pracuje u Piekielnicy. Pomimo zimowego płaszcza zauważyła, że schudłam. Jutro pewnie pochwali się do Piekielnicy, że mnie widziała, co jej pewnie gula ruszy. Piekielnica się odchudza i schudnąć nie może. Wykosztowała się już na dietę pudełkową i zupełnie nic jej to nie dało - prócz szczuplejszego portfela, rzecz jasna. No ale tylko ja wiem jak podjadała słodycze pomiędzy tymi pudełkami, więc nie ma się co dziwić. A potem, że dieta nie działa.
Kiedyś w sklepie moja tyściowa głośno mnie skrytykowała, że wydziwiam z jedzeniem, bo trzeba jeść wszystko. Jakaś baba jej przyklasnęła twierdząc, że diety nie działają, bo jak się już schudnie i przestanie być na diecie, to się tyje z powrotem... No chyba logiczne, jak się wsuwa znów to samo gówno, co i wcześniej, to się potem tak samo wygląda. Ameryki tym nie odkryła, ale widać, że zupełnie nic nie zrozumiała.
A skoro mowa o tyściowej, to wypisuje do mnie jakieś durne wiadomości na fb. Wszystko przez to, że ostatnio do niej nie przyszłam. Najpierw napisała, że było jej smutno, teraz dzień w dzień jakieś zdjęcia i życzenia mi wysyła... A ja jej kuźwa nie zamierzam oglądać za często, bo zaraz zaczyna jej się nudzić jak już nie mamy o czym rozmawiać i stara się "oczyszczać atmosferę", czyli w kilku słowach: zaczyna mnie drażnić.
Dobra, idę spać, jutro do pracy. Dobranoc ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz